Olga została w pracy do późna, a kiedy wróciła do domu, w mieszkaniu unosił się zapach smażonych ziemniaków i czegoś jeszcze – słodki, mdły. Tak właśnie pachniała jej teściowa, kiedy przyjeżdżała w odwiedziny.
„Dima, dzwoniłaś do mamy?” krzyknęła, zrzucając buty na korytarzu.
Z kuchni dobiegał głos męża:
– No, tak, wpadłam tylko na herbatę. Wejdź, po co tam stoisz?
Olga zmarszczyła brwi. W ciągu ostatniego miesiąca jej teściowa wpadała coraz częściej – albo z ciastem, albo „po prostu, żeby się upewnić”. A wczoraj nawet oświadczyła, że bolą ją kolana i że mieszkanie na piątym piętrze bez windy to „jakaś kara”.
„Oleczko, chodź do nas!” – z kuchni dobiegł słodki głos Ludmiły Pietrowna.
Olga zmusiła się do uśmiechu i weszła. Jej teściowa siedziała w swoim ulubionym fotelu, z apetytem zajadając się ziemniakami i kotletem. Dmitrij nalewał jej herbaty niczym wierny paź.
„Och, wyglądasz tak blado” – wycedziła Ludmiła Pietrowna z udawaną troską. „Pewnie ktoś tobą pomiata w pracy? Może powinnaś trochę mniej pracować? W przeciwnym razie twoje zdrowie może…”
„Nic mi nie jest” – odpowiedziała sucho Olga.
„No cóż, skoro wszystko w porządku…” teściowa wymieniła znaczące spojrzenia z synem.
Dmitrij jęknął i powiedział cicho:
– Ola, mama i ja właśnie o czymś rozmawiałyśmy…
„Tak?” Poczuła dreszcz przebiegający jej po kręgosłupie.
— No wiesz, mamie ciężko jest wejść na piąte piętro… Ale mamy tu windę, a okolica jest dobra…
„I co z tego?” Olga powoli opuściła widelec.
— Zastanawialiśmy się… Może mama mogłaby zostać z nami? No, chwilowo…
„Tymczasowe?” Olga się zaśmiała. „Tak, jak ta „tymczasowa” przeprowadzka, którą zrobiłeś dla swojej przyjaciółki, która potem nie odeszła przez trzy lata?”
„Olga, nie dramatyzuj!” – zmarszczył brwi Dmitrij.
„A gdzie, ciekawe, będzie mieszkać twoja mama?” Olga rozejrzała się po swoim przytulnym, dwupokojowym mieszkaniu. „W szafie?”
„No cóż…” – wiercił się mąż. „Mogłabyś przenieść się do salonu, a mama…”
„W mojej sypialni?” Głos Olgi zadrżał.
„Oleczko, nie bądź taka dziecinna!” – wtrąciła się teściowa. „Jesteśmy rodziną! A w rodzinie musimy sobie nawzajem pomagać”.
„Pomocy?” Olga wstała, ręce jej lekko drżały. „A kiedy to postanowiłeś?”
„Tylko rozmawialiśmy…” Dmitrij spuścił wzrok.
– Beze mnie?
– No cóż, w każdym razie zacząłbyś się denerwować…
Olga gwałtownie odsunęła krzesło.
– Wszystko jest jasne.
Wyszła z kuchni i po minucie pojawiła się w drzwiach z telefonem w ręku.
– Olu, co ty…
„Proszę, przeczytaj” – podsunęła ekran mężowi pod nos.
Zbladł. Na świecącym ekranie widniała jego korespondencja z matką:
„Nie martw się, mamo, przyzwyczai się. W końcu mieszkanie jest nasze”.
Cisza wisiała niczym gruby, ciężki koc.
„Olga…” Dmitrij wyciągnął rękę.
Ale ona już odwróciła się w stronę szafy i gwałtownie wyciągnęła szufladę.
— To tyle. Wystarczy.
A pierwsza para jego trampek poleciała na korytarz.
Trampki uderzyły o drewnianą podłogę w korytarzu z głuchym odgłosem. Dmitrij zamarł na sekundę, jakby nie mógł uwierzyć własnym oczom, a potem gwałtownie zerwał się zza biurka.
“Czy ty kompletnie zwariowałaś?!” krzyknął, biegnąc za Olgą do korytarza.
„Nie, to ty oszalałeś” – odpowiedziała spokojnie, wyciągając z szafy jego torbę sportową. „Myślałeś, że nie zauważę, jak po cichu dzielicie moje mieszkanie z mamą?”
„Olga, przestań!” Dmitrij złapał ją za rękę. „Tylko omawialiśmy opcje!”
„Beze mnie?” Cofnęła gwałtownie rękę. „Tak, „omawialiśmy”. „Omawiam” też, gdzie teraz trafią twoje rzeczy”.
Ludmiła Pietrowna wyszła z kuchni, a na jej twarzy malowało się oburzenie zmieszane z teatralną urazą.
„Oleczka, co za skandal! Porozmawiajmy jak normalni ludzie…”
„Tak, jakbyście gadali za moimi plecami „jak ludzie”?” Olga rzuciła stos koszulek na korytarz. „Przyzwyczai się, prawda?”
Dmitrij się zarumienił.
— Podsłuchiwałeś?
„Nie, po prostu przypadkiem zobaczyłem twoje miłe wiadomości, kiedy szukałem przepisu na ciasto. A tak przy okazji, twoja mama nawet dodała uśmiechniętą buźkę.”
Teściowa prychnęła.
— No i co z tego? To normalne — członkowie rodziny powinni sobie nawzajem pomagać!
„Pomoc oznacza propozycję zamieszkania z tobą, a nie eksmisję mnie z mojego własnego pokoju!” Olga otworzyła drzwi szafy i zaczęła zdejmować koszule z wieszaków.
„To nasze mieszkanie!” – warknął nagle Dmitrij.
Olga zatrzymała się i powoli odwróciła się w jego stronę.
– Nasze?
– No tak! Jesteśmy mężem i żoną!
„Aha, więc kiedy zainwestowałam własne pieniądze w remont, to było „nasze” mieszkanie. Ale kiedy ty i mama zdecydowaliście, że tu zamieszka, czy nagle stało się to „waszą” decyzją?”
Dmitrij zawahał się.
– Nie o to mi chodziło…
„Co miałaś na myśli?” Olga skrzyżowała ramiona na piersi. „No dalej, wyjaśnij”.
Pozostał milczący.
– Dokładnie.
Olga odwróciła się i weszła do sypialni. Chwilę później dało się usłyszeć odgłos wysuwanych szuflad.
„Olga, wystarczy!” Dmitrij pobiegł za nią.
„Za mało!” Wyszła, trzymając jego laptopa i teczkę z dokumentami. „Proszę, weź, co twoje”.
– Mówisz poważnie?!
– Oczywiście.
Przeszła obok niego i rzuciła rzeczy na górę już rosnącej sterty na korytarzu.
Ludmiła Pietrowna, która dotąd w milczeniu obserwowała, co się dzieje, nagle odezwała się drżącym głosem:
„Dimka, proszę powiedz jej, że to nieporozumienie! Chcieliśmy tylko jak najlepiej…”
„Mamo, zamknij się!” – warknął nagle Dmitrij.
Teściowa sapnęła.
– Jak rozmawiasz ze swoją mamą?!
„Bo wszystko zepsułeś!” – uniósł ręce. „Powinieneś był milczeć, ale ty…”
„Ja?!”. Głos Ludmiły Pietrowny podniósł się do falsetu. „To ty nie potrafiłeś nalegać jak mężczyzna!”
Olga stojąca w drzwiach spojrzała na nich i nagle się roześmiała.
– Boże, jaka wzruszająca scena. Maminsynek i jego dowódca.
Dmitrij zwrócił się do niej, a jego twarz wykrzywiła się ze złości.
— Czy jesteś szczęśliwy?
„Bardzo” – skinęła głową w stronę korytarza. „Twoja walizka nadal tam jest. Weź ją i idź do mamy. Na piąte piętro”.
„Olga…” zrobił krok do przodu.
— To tyle. Rozmowa skończona.
Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
Ktoś głośno pukał do drzwi.
– Olga, otwórz! Nie możesz mnie tak po prostu wyrzucić!
„Mogę” – odpowiedziała przez drzwi. „Bo to moje mieszkanie. Czy zapomniałeś?”
Zapadła cisza. Potem rozległ się odgłos szurania – Dmitrij zbierał swoje rzeczy.
„Dobra… Dobra!” krzyknął. „Ale pożałujesz!”
Olga oparła się o drzwi i zamknęła oczy.
– Mało prawdopodobny.
Hałas za drzwiami w końcu ucichł. Podeszła do okna i zobaczyła Dmitrija obładowanego torbami i jego matkę powoli wychodzących na dziedziniec.
W mieszkaniu zrobiło się cicho.
Olga westchnęła i sięgnęła po telefon. Pierwszy telefon był do znajomego.
– Katya, nie uwierzysz, co się właśnie wydarzyło…
Rozmowa z Katią trwała ponad godzinę. Najpierw jej przyjaciółka nie dowierzała, potem ona i Olga się oburzyły, a w końcu zadała najważniejsze pytanie:
– A co teraz zamierzasz zrobić?
Olga zerknęła na pusty wieszak na ubrania w korytarzu, na którym jeszcze wczoraj wisiała kurtka Dmitrija.
– Sprzedaż mieszkania.
– Co?!
„Słyszałeś. Nie mogę tu zostać. Każdy kąt będzie mi przypominał o tej zdradzie”.
Włączyła tryb głośnomówiący i zaczęła zbierać porozrzucane na podłodze rzeczy męża, których nie zdążyła wyrzucić.
„Ale to twoje mieszkanie! Co, robisz to teraz z ich powodu…”
„Nie z ich powodu” – przerwała Olga. „Dla siebie”.
Następnego dnia, gdy wypełniała dokumenty u agenta nieruchomości, jej telefon dzwonił bez przerwy. Dmitrij. Jej teściowa. Znowu Dmitrij. Potem nieznany numer.
– Cześć?
„Olga Siergiejewna?” – głos kobiety brzmiał oficjalnie. „Ja, Elena Wiktorowna, jestem prawniczką pani męża”.
Olga zamarła.
– Tak?
„Mój klient poprosił mnie o przekazanie, że jest gotowy rozwiązać sprawę polubownie. Rozumie pan, że w przypadku rozwodu przysługuje mu połowa majątku małżeńskiego…”
„Jaki wspólny majątek?” – zaśmiała się Olga. „Odziedziczyłam mieszkanie po babci, zanim się pobraliśmy. Lepiej, żeby powiedział swojemu prawnikowi, jak on i jego matka planowali mnie eksmitować”.
Po drugiej stronie linii słychać było wahanie.
— Nie… znam tych szczegółów.
„No to zaczynajmy” – Olga się rozłączyła.
Ale wieczorem Dmitrij w końcu się dodzwonił.
„Ol, porozmawiajmy” – w jego głosie słychać było zmęczenie.
– O czym?
— Myliłem się. Mama naprawdę przesadziła.
„Za późno” – powiedziała krótko Olga.
– Słuchaj, jesteśmy razem już tyle lat…
– A ty mimo upływu lat nadal nie nauczyłeś się mnie szanować.
Zamilkł. Potem nagle zapytał:
— Naprawdę sprzedajesz to mieszkanie?
– Tak.
– Dokąd idziesz?
– To już nie twoja sprawa.
Dwa tygodnie później Olga podpisała umowę kupna. Tego samego dnia, odchodząc z agencji, wpadła na Ludmiłę Pietrownę. Wyglądała na dziesięć lat starszą.
“Zadowolona?” syknęła teściowa.
„Tak” – odpowiedziała szczerze Olga.
– Zniszczyłeś moją rodzinę!
– Nie. To ty i twój syn próbowaliście zniszczyć mi życie.
Ominęła kobietę i poszła w kierunku metra.
Ostatni raz Olga widziała swoje dawne mieszkanie z okna taksówki. Nowi właściciele już wieszali zasłony.
„Dokąd jedziemy?” zapytał kierowca.
— Na stację.
Telefon zadzwonił ponownie. Tym razem był to nieznany numer z innego miasta.
– Cześć?
— Olga? To jest Igor, pamiętasz, jak poznaliśmy się na konferencji w zeszłym roku? Właśnie miałem tu wakat.
Uśmiechnęła się i przycisnęła telefon do ucha.
— Powiedz mi więcej…
Światła wielkiego miasta, które właśnie zostawiała za sobą, migotały za oknem. Ale po raz pierwszy od dawna Olga poczuła, że przed nią rozciąga się tylko światło.
Deszcz bębnił o dach pociągu, gdy Olga przeglądała zdjęcia nowego miasta na telefonie. Na ekranie pojawiła się wiadomość od Igora:
„Spotkamy się na dworcu. Znalazłem już kilka dobrych opcji zakwaterowania.”
Miała właśnie odebrać, gdy zawibrował jej telefon — to był nieznany numer.
– Cześć?
„Olga Siergiejewna?” – głos kobiety brzmiał podekscytowanie. „To sąsiadka twojej teściowej, Galina Iwanowna. Powinnaś wiedzieć…”
„Wiem co?” Olga zmarszczyła brwi.
„Złożyli pozew! Ludmiła Pietrowna twierdzi, że wyrzuciłeś jej syna z ich wspólnego mieszkania i zapłaciłeś za remont z ich pieniędzy”.
Olga wybuchnęła śmiechem:
„Jakie pieniądze? Dmitrij nie zainwestował w mieszkanie ani grosza od trzech lat!”
„Wiem, wiem…” – sąsiadka ściszyła głos. „Ale mają jakieś papiery. A świadkiem jest ten glazurnik…”
Pociąg gwałtownie zahamował, a Olga prawie upuściła telefon.
„Dziękuję za informację” – mruknęła i się rozłączyła.
Pięć minut później telefon zadzwonił ponownie. Tym razem to była Katya.
— Nie uwierzysz! Twój były właśnie do mnie zadzwonił i zapytał, gdzie byłeś!
– I co powiedziałeś?
„Oczywiście, że nie wiem! Chociaż… brzmiał dziwnie. Jakby nie triumfował, a raczej…”
Olga ścisnęła mocniej telefon:
– Katya, on coś knuje.
Nowe miasto powitało ją szarym niebem i aromatem świeżych wypieków z kiosku na dworcu. Igor, zgodnie z obietnicą, czekał przy wyjściu z tabliczką z napisem „Olga S.”
„Co za spotkanie!” Wziął jej walizkę. „Właśnie witam jakąś gwiazdę”.
Olga próbowała się uśmiechnąć:
– Dziękuję, że zgodziłeś się pomóc.
„No, daj spokój” – otworzył drzwi samochodu. „A tak przy okazji, jeśli chodzi o mieszkanie… Mam wolny pokój. Możesz tam zostać, dopóki się nie zadomowisz”.
Olga zamarła:
— Nie… spodziewałem się…
„Jak przyjaciele!” – dodał szybko Igor. „Mam dwupokojowe mieszkanie, jest mnóstwo miejsca”.
Zbliżali się już do domu, gdy telefon Olgi zadzwonił ponownie. Nieznany numer.
„Nie odpowiadaj” – mruknął Igor. „Najpierw daję ci odpocząć”.
Ale Olga nadal podnosi słuchawkę:
– Tak?
„Ol…” – stłumione westchnienie dobiegło z drugiej strony linii. „To ja”.
Od razu rozpoznała głos Dmitrija.
— Skąd masz ten numer?
– Katya dała… Słuchaj, muszę cię zobaczyć.
„Spóźniłaś się o trzy miesiące” – odpowiedziała chłodno Olga.
„Nie chodzi o nas… Mamo…” – jego głos się załamał. „Ona sfałszowała dokumenty. O te pieniądze na remont”.
Olga poczuła, że jej palce robią się zimne:
– Co?
„Właśnie się dowiedziałem… Kiedy przyszły dokumenty sądowe. Ola, nie wiedziałem, że posunie się tak daleko…”
Igor zatrzymał samochód i pytająco uniósł brwi. Olga gestem dała mu do zrozumienia, że to ważne.
– No i co teraz?
„Wycofałam skargę z sądu. Ale… Mama nie daje za wygraną. Ma jeszcze jednego „świadka” – swoją przyjaciółkę, która rzekomo pożyczyła nam pieniądze…”
Olga zamknęła oczy. Przez głowę przemknęła jej myśl: „Jak mogłam związać swoje życie z tym mężczyzną?”
„Dim” – niespodziewanie złagodziła głos. „Dzięki za ostrzeżenie. Ale…”
„Naprawię to” – przerwał. „Ja… złożę przeciwko niej fałszywe zeznanie”.
Na linii zapadła cisza. Olga spojrzała przez okno na nieznane miasto, gdzie nikt na nią nie czekał… może poza Igorem, który cierpliwie czekał w samochodzie.
„Po co ci to?” – zapytała w końcu.
Długa pauza. Potem cicha odpowiedź:
– Bo w końcu się obudziłem.
Olga powoli wypuściła powietrze:
— Ja… Potrzebuję czasu.
– Rozumiem.
Rozłączyła się. Igor, nie zadając pytań, otworzył drzwi:
– No więc, wejdź do swojego nowego domu?
Olga spojrzała na niego, potem na telefon i nagle się uśmiechnęła:
– Tak. W domu.
Jej pierwszy poranek w nowym mieście rozpoczął się od głośnego pukania do drzwi. Olga, wciąż na wpół rozbudzona, sięgnęła po telefon – była 7:23.
„Kto mógł to zrobić…” mruknęła, narzucając szlafrok.
Igor stał już na korytarzu z kawą w rękach:
– Nie otwieraj, zrobię to sam.
Za drzwiami pojawił się kurier z grubą kopertą.
— Olga Siergiejewna Morozowa? Podpis proszę.
Koperta pochodziła z kancelarii prawnej. Olga rozerwała ją drżącymi palcami – to było pozew Ludmiły Pietrowny z żądaniem uznania sprzedaży mieszkania za nieważną, ponieważ została dokonana ze szkodą dla interesów rodziny.
“Ona nie przestanie!” Olga rzuciła papiery na stół.
Igor ostrożnie zebrał dokumenty:
„Coś tu jest nie tak… Słuchaj, pozew został złożony wczoraj. Ale mówiłeś, że Dmitrij wycofał skargę?”
Olga chwyciła telefon. Dima odebrał po piątym sygnale.
— Czy wiesz, że Twoja matka ponownie złożyła pozew?
„Co?” W jego głosie słychać było szczere zaskoczenie. „Ale ja osobiście…”
– Zrobiła to za twoimi plecami!
Cisza. Potem ciężkie westchnienie:
– Ol… Przyjdę.
– Po co?
— Aby w końcu położyć kres temu cyrkowi.
(2 dni później)
Sala sądowa przypominała teatr wojenny. Ludmiła Pietrowna, w nowym niebieskim garniturze, siedziała z powagą, a obok niej siedział jej „świadek”, ta sama przyjaciółka o zamglonych oczach i krzywych brwiach.
„Wysoki Sądzie” – zaczęła teściowa drżącym głosem – „Chcę po prostu przywrócić sprawiedliwość! Moja synowa…”
„Wasza Wysokość” – przerwał Dmitrij, który nagle wstał – „chcę oświadczyć, że pozew został złożony bez mojej zgody”.
Sędzia uniósł brwi:
— Czy jest pan stroną w tej sprawie, panie Morozow?
Jestem byłym mężem powódki. Oświadczam, że moja matka działa we własnym interesie, podając fałszywe informacje.
Ludmiła Pietrowna zbladła:
– Dimka, co ty…
– To tyle, mamo. Wystarczy.
Olga patrzyła, jak świat jej byłej teściowej rozpada się na jej oczach. Jej przyjaciółka, będąca świadkiem, cicho wycofała się do wyjścia.
(Po spotkaniu)
„Dlaczego to zrobiłeś?” Olga dogoniła Dmitrija na schodach sądu.
Odwrócił się. Po raz pierwszy od dawna dostrzegła w jego oczach zmęczenie, a nie gniew.
– Bo powinnam to zrobić już dawno temu.
Wyjął z kieszeni kopertę:
„To jest potwierdzenie, że nie zgłaszam żadnych roszczeń do sprzedaży mieszkania. I… przepraszam.”
Olga wzięła kopertę nie wiedząc co powiedzieć.
***
Wieczorem w swoim nowym mieszkaniu Igor nalewał wina:
– No i gratuluję zwycięstwa?
Olga spojrzała przez okno – w dole płonęły światła nieznanego miasta, które teraz stawało się jej domem.
„To nie jest zwycięstwo. To… zamknięcie pewnego rozdziału”.
Telefon zawibrował – wiadomość od Katii:
„Nie uwierzysz! Twoja była teściowa sprzedaje mieszkanie i przeprowadza się na wieś, żeby zamieszkać z siostrą. Podobno po procesie miała kryzys nadciśnieniowy…”
Olga odłożyła słuchawkę.
„A tak przy okazji” – Igor chrząknął niezręcznie – „co do pokoju… Możesz zostać, jak długo chcesz”.
Uśmiechnęła się i dotknęła jego dłoni:
– Dziękuję. Ale myślę, że nadszedł czas, żebym znalazł swoje miejsce.
(Epilog)
Rok później Olga otrzymała pocztówkę. Przedstawiała widok morza i nieczytelne linie:
„Wybacz mi. L.P.”
Odwróciła pocztówkę – adres zwrotny wskazywał na odległą wieś.
“Wyrzucić?” zapytał Igor, który nie był już tylko przyjacielem, ale kimś więcej.
Olga pomyślała o tym i włożyła pocztówkę do szuflady biurka.
– Nie. Niech to będzie przypomnieniem.
Wiosenne słońce zalewało taras kawiarni, gdzie Olga siedziała z laptopem i kończyła swoją pierwszą książkę – historię kobiety, która nie bała się zaczynać od nowa.
„Znowu do pracy?” Igor postawił przed nią filiżankę cappuccino z pianką w kształcie serca na wierzchu.
„To ostatni rozdział” – uśmiechnęła się i zamknęła laptopa.
Wiele się zmieniło w ciągu roku:
Kwestia mieszkaniowa została ostatecznie rozwiązana – moja teściowa, która po procesie przeszła kryzys nadciśnieniowy, zamieszkała z siostrą na wsi. Ostatnia kartka z przeprosinami pozostała w szufladzie biurka – nie wyrzucona, ale też nie wybaczona.
Dmitrij niespodziewanie odkrył swoją pasję w wolontariacie – wyjechał pomagać w sierocińcu w innym mieście. Od czasu do czasu pisał do Olgi krótkie wiadomości – nie o miłości, ale o tym, że w końcu zrozumiał, co to znaczy być odpowiedzialnym.
Igor… Olga spojrzała na jego dłonie uwalane mąką (uczył się piec croissanty do ich małej kawiarni). Złapał jej wzrok i puścił do niej oko:
– Co?
„Nic się nie stało” – sięgnęła przez stół, żeby otrzeć mu mąkę z policzka. „Po prostu się cieszę”.
W tym momencie telefon zawibrował. Nieznany numer.
– Cześć?
„Olga Siergiejewna?” – głos kobiety brzmiał niepewnie. „To jest… Ludmiła Pietrowna”.
Olga zamarła. Rok milczenia – i nagle…
„Ja… od dawna miałam zamiar zadzwonić” – powiedziała teściowa z nietypowymi pauzami. „Sprzedałam mieszkanie. Przelałam część pieniędzy… tobie. W ramach rekompensaty”.
„Dlaczego?” Olga ścisnęła telefon.
— Bo miałeś rację. I… Chcę prosić o wybaczenie. Naprawdę.
Igor widząc jej napięcie, wziął jej wolną dłoń w swoją.
„Dziękuję” – powiedziała w końcu Olga. „Ale potrzebuję czasu”.
„Rozumiem…” – głos w telefonie zadrżał. „Jeśli… jeśli kiedykolwiek będziesz chciał porozmawiać…”
Olga odłożyła telefon i wzięła głęboki oddech.
“Czy wszystko w porządku?” zapytał Igor.
Rozejrzała się dookoła: po kawiarni, po książce, po tym mężczyźnie…
– Tak. Wszystko w porządku.
Gdzieś zaczęły dzwonić dzwony – albo w kościele, albo po prostu w czyjejś szczęśliwej godzinie. Ale Olga nie oglądała się za siebie.