Napis na skórze

Woroncow gestem nakazał Michaiłowi milczenie. Podszedł do drzwi, starając się zachować ciszę, i wyjrzał przez wizjer.

Wysoka kobieta w czarnej szacie z białym kołnierzykiem stała w słabym świetle korytarza, z rękami złożonymi do modlitwy.

Jej twarz wydawała się spokojna, wręcz pełna ukojenia, ale Woroncow przysiągł, że w jej oczach błysnął stalowy błysk.

„Doktorze, wiem, że pan tam jest” – powiedziała tym samym łagodnym głosem. „Siostra Agnia była mi droga. Chcę ją zobaczyć ostatni raz i pomodlić się za jej ciało”.

Woroncow wymienił spojrzenia z Michaiłem. Dreszcz przebiegł mu po piersi. Dobrze znał procedurę: krewni i duchowni mają prawo oddać mu ostatni hołd, ale zazwyczaj przybywają rano, a nie o zmierzchu, zaraz po dostarczeniu ciała. I z pewnością nikt nie puka do drzwi kostnicy, gdy na stole leży ciało z tajemniczą inskrypcją i pendrivem w kieszeni.

„Przepraszam, siostro” – odpowiedział przez drzwi, starając się mówić spokojnie. „Sekcja zwłok już się rozpoczęła. Ciało zostało otwarte i nie mogę pozwolić pani go zobaczyć ze względów zdrowotnych. Proszę wrócić jutro rano”.

Zapadła cisza. Zbyt długa. Potem przeorysza roześmiała się cicho – suchym śmiechem, niczym szelest opadłych liści.

„Kłamiesz, Doktorze. Właśnie słyszałem, jak włączasz komputer. Sekcja zwłok jeszcze się nie zaczęła. Otwórz drzwi. Nie mam zamiaru zrobić krzywdy”.

Woroncow zacisnął szczękę. Wiedział, że jeśli nie otworzy drzwi, może wezwać ochronę albo wrócić z kluczem – przeorysze miały znajomości w szpitalu.

„Michaił” – wyszeptał – „wyłącz monitor i schowaj pendrive’a do sejfu. Szybko”.

Podczas gdy asystent majstrował przy komputerze, Vorontsov przekręcił zamek i otworzył drzwi na tyle, by zobaczyć twarz przeoryszy.

„Siostro, muszę złamać zasady. Ciało znajduje się w strefie o wysokim poziomie bezpieczeństwa. Jeśli chcesz się pomodlić, zrób to tutaj, na korytarzu. Daję ci pięć minut”.

Uśmiechnęła się, ale w jej uśmiechu było coś drapieżnego.

„Jest pan bardzo ostrożny, doktorze. To godne pochwały. Ale nie proszę o wiele – tylko o to, żeby na nią popatrzeć. Była moją ulubioną nowicjuszką. Chcę mieć pewność, że jej dusza spoczywa w pokoju”.

„Jej duszy nie ma teraz w tym budynku” – warknął Woroncow. „I proszę cię, żebyś wyszedł”.

Przeorysza zamarła na chwilę, po czym skinęła głową, odwróciła się i powoli ruszyła korytarzem, nie oglądając się za siebie. Jej kroki ucichły za rogiem, ale Woroncow stał przy drzwiach przez długi czas, nasłuchując. Potem zamknął je na klucz i wrócił do biurka.

„Wiedziała” – westchnął Michaił. „Skąd wiedziała, że ​​nie rozpoczęliśmy sekcji zwłok?”

— Nieważne. Obejrzyj film do końca. Szybko.

Przewinęli nagranie. Twarz zakonnicy – ​​żywa, przerażona, ale zdeterminowana – znów wypełniła ekran.

„…Jeśli to słyszysz, to znaczy, że przeorysza już próbowała się tu dostać. Nie wpuszczaj jej. Otruła mnie wolno działającą toksyną, żebym nie miała czasu powiedzieć prawdy. Ten pendrive zawiera listę nazwisk, dat i kwot. Sprzedawała organy biednych nowicjuszek, które zmarły w klasztorze pod pretekstem „woli Bożej”. Wszystko to zapisałam. Przekaż to policji. I jeszcze jedno…”, spojrzała prosto w kamerę, „nie można od razu otworzyć mojego ciała. W moim żołądku jest kapsułka z próbką trucizny. Jeśli zaczniesz wcześniej niż dwie godziny, trucizna wyparuje, a ślady znikną. Poczekaj dokładnie dwie godziny. Proszę.”

Nagrywanie zakończone.

Woroncow spojrzał na zegarek. Minęło już czterdzieści pięć minut od przybycia ciała.

„Czekamy” – powiedział stanowczo. „I dzwonimy na policję”.

Wybrał numer i krótko wyjaśnił sytuację. Pół godziny później do kostnicy wpadli dwaj detektywi, a za nimi uzbrojeni agenci. Przeorysza została zatrzymana w swoim pokoju podczas próby zniszczenia dokumentów.

Dokładnie dwie godziny później Woroncow rozpoczął sekcję zwłok. W żołądku zakonnicy rzeczywiście znajdowała się mała kapsułka żelatynowa zawierająca śladowe ilości rzadkiej toksyny roślinnej – tej samej, którą zatruwano ją od miesięcy. Na pendrive znajdowały się przelewy bankowe oraz nazwiska darczyńców i nabywców z całego kraju.

Sprawa została rozwiązana w ciągu tygodnia. Przełożona otrzymała wyrok dożywotniego więzienia. Klasztor został zamknięty, a ciała trzech zaginionych nowicjuszek znaleziono w starej krypcie.

Woroncow siedział późnym wieczorem w swoim biurze, trzymając w dłoni pendrive’a – dowód, który powierzyła mu zmarła kobieta. Przypomniał sobie jej żywą twarz na ekranie, jej strach i odwagę.

„Wygrałaś, Siostro Agnio” – wyszeptał.

Schował pendrive’a do sejfu wraz z innymi nierozwiązanymi zagadkami, ale wiedział, że tej nigdy nie zapomni. Czasami zmarli mówią głośniej niż żywi, a ci, którzy potrafią słuchać, słyszą prawdę nawet przez zimną stal i ciszę kostnicy.

Zgasił światło, zamknął drzwi i wyszedł na deszcz. Puebla spała, ale Woroncow miał wrażenie, że gdzieś daleko – w innym świecie – siostra Agnia w końcu się uśmiechnęła.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *