Merv Griffin pozostawił niezatarty ślad w historii amerykańskiej telewizji. Wizjoner, twórca, odważny producent i charyzmatyczny gospodarz, ukształtował formaty, które stały się legendarne.
„Koło Fortuny” i „Jeopardy!” wciąż przyciągają miliony widzów na całym świecie.
Jego śmierć w sierpniu 2007 roku w Los Angeles, w wieku 82 lat, pozostawiła ogromną pustkę w świecie rozrywki.
Urodzony w San Francisco, Merv Griffin od najmłodszych lat pasjonował się sceną.
Już jako dziecko organizował improwizowane występy dla otoczenia. Ta artystyczna żyłka nigdy go nie opuściła. Zaczynał jako piosenkarz, a potem aktor. Telewizja szybko go wciągnęła. Jego naturalna swoboda i poczucie rytmu zrobiły ogromną różnicę. Publiczność go uwielbiała. Producenci również.
Od początków artystycznych do narodzin króla quizu
Kariera Merva Griffina nabrała decydującego rozpędu dzięki programowi The Merv Griffin Show. Ten talk-show stał się punktem odniesienia. Zapraszał prestiżowych gości i tworzył swobodny, elegancki i dociekliwy ton. Każda wymiana zdań urzekała publiczność. Griffin słuchał, zachęcał i bawił. Jego program wyznaczył nowy standard w amerykańskim krajobrazie telewizyjnym.
Potem pojawił się pomysł, który zmienił wszystko. W 1964 roku stworzył Jeopardy!. Pomysł był zaskakujący. Odpowiedzi poprzedzały pytania. Publiczność go pokochała. Program szybko stał się obowiązkowym punktem programu. Oglądalność gwałtownie wzrosła. Format został wyeksportowany. Przyjęło go trzydzieści krajów, w tym Francja. Griffin zyskał wtedy przydomek, który pozostał z nim do końca życia: król quizów.
Jego intuicja na tym się nie skończyła. W 1975 roku wypuścił Koło Fortuny. Gra urzekła publiczność prostą i wciągającą mechaniką. Uczestnicy marzyli o wygranej. Widzowie grali z salonów. Sukces trwał dekady. Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i we Francji, program stał się kultowym klasykiem. Stał się częścią zbiorowej pamięci.
Wizjoner-przedsiębiorca o niezwykłym zacięciu

Za osobowością telewizyjną kryje się genialny strateg. Merv Griffin bardzo wcześnie zrozumiał wartość swoich kreacji. W 1986 roku sprzedał prawa do swoich programów za 250 milionów dolarów. Jego majątek wzrósł wówczas do prawie 500 milionów dolarów. Zawrotna kwota. Jednak pieniądze nie kierują jego wyborami. Pasja pozostaje jego siłą napędową.
Nawet po tej historycznej sprzedaży Griffin kontynuował pracę. Wymyślał nowe projekty. Uważnie śledził swoje produkcje. Jego bliscy mówią, że wciąż miotał się w poszukiwaniu nowych pomysłów, leżąc w szpitalnym łóżku. Jego syn później opisał go jako prawdziwego wizjonera, napędzanego energią, która nie osłabła do samego końca.
Oprócz przedsięwzięć telewizyjnych, Griffin inwestował w nieruchomości i kasyna. I tu jego instynkt znów się sprawdził. Zbudował solidne imperium. Ten sukces ugruntował jego reputację jako znakomitego biznesmena. Mimo to zachował przystępny wizerunek. Lubił wspominać swoje skromne początki. Często z sentymentem mówił o San Francisco, swoim rodzinnym mieście.
Śmierć Merva Griffina wywołała falę hołdów. Liczne celebryci chwalili jego wpływ. Arnold Schwarzenegger wspominał, jak Griffin wspierał wiele rozwijających się karier. Jego wpływ wykracza daleko poza teleturnieje. Inspirował pokolenia twórców, prowadzących i producentów.
Nawet dziś „Koło Fortuny” i „Jeopardy!” wciąż cieszą się powodzeniem. Ich długowieczność świadczy o trafności wizji Griffina. Jego formaty przetrwają próbę czasu, nie tracąc przy tym swojej mocy. Dowodzą, że prosty pomysł, ożywiony dzięki znakomitemu wykonaniu, może stać się ponadczasowy.
Merv Griffin pozostawia po sobie o wiele więcej niż fortunę czy przeboje. Pozostawia po sobie sposób myślenia o telewizji. Telewizję popularną, inteligentną i jednoczącą.

Jego podróż jest przypomnieniem, że dziecięce marzenia, napędzane ciężką pracą i odwagą, mogą na zawsze odmienić światową rozrywkę.