„Mish, musimy pilnie pomyśleć o czymś na ten weekend i gdzieś pojechać!” – powiedziała nerwowo Anastasia do męża, gdy oboje szykowali się do snu.
W tym momencie Misha wyciągnął rękę, żeby zgasić światło po swojej stronie łóżka i natychmiast, zanim zdążył to zrobić, zwrócił się do swojej żony.
„Dlaczego?” – zapytał Nastię zaskoczonym tonem. „Dlaczego nagle jesteś taka zdenerwowana? Czy to dlatego, że twoi ludzie przyjeżdżają do nas z wizytą?”
„Dokładnie!” odpowiedziała kobieta. „Muszę coś wymyślić i wyjechać gdzieś z dziećmi na kilka dni! Inaczej stracę cierpliwość i powiem mamie wszystko, co o niej myślę! Mam już dość znoszenia jej dziwactw!”
„Nie możesz po prostu z nią porozmawiać? Bez kłótni, bez krzyków i przekleństw, po prostu wyjaśnij, że nie masz już piętnastu lat, że nie jesteś już małą dziewczynką! Myślę, że ucieczka tylko pogorszy sprawę!”
„Ale znasz moją matkę bardzo dobrze, Misz! Powinieneś zrozumieć, że ona traktuje proste rozmowy jako nic więcej niż zwykłą słabość! Mam już dość tego, że kiedy ona i tata przyjeżdżają, wszystko musi być po prostu tak, jak chce mama!” – Nastia poskarżyła się Michałowi drżącym głosem.
„Słuchaj, Nastia, pozwól mi z nią porozmawiać… Nie wydaje się być wobec mnie tak stanowcza jak wobec ciebie! Może mnie posłucha i te nieporozumienia między wami w końcu się skończą?! Przecież ona też jest człowiekiem!”
„Moja matka?” Nastya uśmiechnęła się ironicznie. „Człowiek? Ona jest wszystkim, tylko nie człowiekiem! Czasami mam wrażenie, że przychodzi do nas co trzy miesiące, żeby się nami pożywić! Nie jest człowiekiem, tylko jakimś wampirem energetycznym! Nic dziwnego, że Sasza od nich uciekł i nawet nie chce z nimi rozmawiać, ani z ojcem, ani z matką! Chociaż, o ile pamiętam, traktowała go o wiele łagodniej niż mnie!”
„No cóż, twój brat to niezły charakter! Sam mówiłeś, że twoja matka i ojciec rozpieszczali go przez całe dzieciństwo, pozwalali mu na wszystko, w przeciwieństwie do ciebie!”
„Nie o to chodzi, Mish! Wiesz, jak się kiedyś komunikowaliśmy! Po prostu nie mogliśmy się znieść! A teraz sam do nas dzwoni, przyjeżdża w odwiedziny i naprawdę zaczęliśmy rozmawiać jak brat i siostra! Kiedy rozmawialiśmy o tym, dlaczego wcześniej się tak nie komunikowaliśmy, doszliśmy do bardzo ciekawego wniosku!”
„I jaki jest ten wniosek?” zapytał Misza.
„To proste, Mish! Moi rodzice szczuli nas jak psy od dzieciństwa! Mówili mu, beze mnie, jaką jestem złą córką, że jest jedynym normalnym dzieckiem w ich rodzinie! I mówili mi to samo bez niego! Tylko że jemu i tak wszystko uchodziło na sucho, a ja, jak zwykle, byłam jakimś wyrzutkiem! A kiedy w końcu od nich uciekłam, kiedy cię poznałam, obrócili na niego całą swoją negatywność! Takich mam rodziców! Dlatego on też od nich uciekł! I nie dość, że nie chce do nich wracać, to nawet nie chce z nimi rozmawiać przez telefon! Powiedział mi wprost, że oboje, jego rodzice, to jakieś wampiry, które latami wysysały z niego całe dobro, aż w końcu został powołany do wojska!”
„Cóż…” to było wszystko, co Misza odpowiedział swojej żonie.
„Aha!” potwierdziła Nastya. „I dlatego sugeruję, żebyś po prostu odwołała to spotkanie, tę ich wizytę, i poszła gdzie indziej, żeby mama, a w szczególności, nie pozwoliła nam znowu na ucztę z naszej, a raczej mojej, energii!”
Misza leżał tam przez kilka minut, rozważając słowa żony. Oczywiście, nie był specjalnie chętny, by traktować poważnie wszystko, co mu właśnie powiedziała, ale niezaprzeczalnym faktem było, że Swietłana Wiktorowna, matka Nastii, nieustannie prowokowała żonę do kłótni podczas wizyt. Niemałą rolę odegrał w tym jego teść, ojciec Nastii, Igor Siemionowicz. On również potrafił dyskretnie dolewać oliwy do ognia, a całe ich przedstawienie w jednej chwili nabierało nowych barw.
I tak się działo dokładnie co trzy miesiące. Pod koniec każdego trzeciego miesiąca Swietłana Wiktorowna i Igor Siemionowicz przyjeżdżali do nich na weekend.
„Czemu milczysz?” – zapytała Nastya męża. „O czym myślisz?”
„Tak, myślę o tym, co mogę wymyślić, żeby pogodzić się między wami i nie działać sobie już więcej na nerwy!” odpowiedział Misza.
— I co? Przyszło ci coś do głowy?
„Jeszcze nie!” Misza pokręcił głową. „Ale ucieczka, jak sugerowałeś, też nie wchodzi w grę! Zamiast tego zabierzmy dzieciaki na weekend do moich rodziców! I postaramy się grać według naszych zasad, zgodnie z twoimi!”
„Według jakich zasad? Według naszych zasad?” – zapytała zaskoczona Nastya.
„Kiedy przybędą, dowiesz się wszystkiego! Będziesz musiał walczyć z nimi ich własną bronią!”
— Nadal cię nie rozumiem, Mish! O czym ty myślisz?
„Nastia, idź spać i nie martw się! Wszystko będzie dobrze! Obiecuję! Słodkich snów, kochanie!”
Michaił pocałował żonę w usta, w końcu zgasił lampę i mocno przytulił Anastazję. Kilka minut później zapadł w słodki sen.
W piątek wieczorem, po odebraniu obojga dzieci z przedszkola, Nastia i Misza odwieźli córkę i syna do rodziców Miszy. Byli z tego powodu przeszczęśliwi. Wnuki również kochały swoich dziadków i nie trzeba ich było długo namawiać.
Nastya naciskała męża, żeby wyjaśnił, co zamierza, ale Misza tylko się uśmiechnął i żartobliwie odpowiedział: „Wypędzimy demony z twoich rodziców”. Nie powiedział jej jednak nic więcej.
Wczesnym rankiem w sobotę zadzwonił dzwonek do drzwi Nastii i Michaiła. O ósmej rano tylko rodzice Anastazji mogli ich odwiedzić, zwłaszcza bez zaproszenia. Nikt inny, ani krewni, ani znajomi, nie mógł tego zrobić bez wcześniejszego telefonu.
„To mama i tata!” Nastya nagle wyskoczyła z łóżka.
„Stój spokojnie, nie wstawaj!” – poprosił ją Misza. „Niech się nie denerwuje, Nastia!” – powiedział mężczyzna. „Niech się trochę zdenerwują za drzwiami!”
„Ale ona mnie za to żywcem zje! Pójdę i otworzę drzwi!”
„Nastia!” Misza spojrzał uważnie na żonę. „Mówię ci, nie przejmuj się! Nic ci nie zrobi! Jeśli coś się stanie, powiemy, że cię rozpraszałem i nie pozwalałem ci otworzyć drzwi!”
W tym momencie dzwonek do drzwi zadzwonił jeszcze kilka razy. A potem zadzwonił telefon Anastazji.
“Nie odpowiadaj!” – radził Misza stanowczo.
W tym momencie Nastia po prostu zaczynała się frustrować. Doskonale wiedziała, że jeśli teraz nie otworzy drzwi rodzicom, weekend spędzi na straszliwych kłótniach. A jednak, mimo słów męża, narzuciła szlafrok i spróbowała wyjść na korytarz.
Ale Misza nie pozwolił jej na to.
„Zrobię to sam!” powiedział do Nastii i w samej bieliźnie ruszył w stronę drzwi.
Prawda, przedtem poszedł do łazienki, trochę zmoczył włosy, potargał je i poszedł wpuścić nieproszonych gości.
Dzwonek do drzwi dzwonił nieustannie. Rodzice Nastii byli już w gotowości.
„Kto tam?” zapytał Michaił przez drzwi.
„Misza, to my!” odpowiedziała łagodnym głosem Swietłana Wiktorowna.
„Kim jesteśmy?” zaczął żartować mężczyzna.
„Michaił, otwieraj już drzwi! Czy ty celowo sobie z nas żartujesz?” – rozległ się głos mojego teścia.
Misza lekko uchylił drzwi i udając, że nadal jest śpiący, wyjrzał do wejścia.
„Misza, chociaż się ubierz! To po prostu niestosowne witać gości z daleka w takim stroju!” – skrzywiła się teściowa z niezadowoleniem.
„Niegrzecznie byłoby nie uprzedzić cię o wizycie, Swietłano Wiktorowno! Poza tym jestem w domu, więc mogę robić, co chcę!” – odparł mężczyzna, wciąż nie wpuszczając rodziców żony do mieszkania.
„Po co miałabym cię ostrzegać, przepraszam, skoro już wiesz, że dzisiaj do ciebie przyjdziemy! I w końcu wpuść nas do mieszkania! Czy planujesz nas tu trzymać na półpiętrze do wieczora?” – zaczęła się złościć kobieta.
„Przycisz trochę, Swietłano Wiktorowno! Proszę! Za wcześnie, żeby mówić głośno!” – powiedział Michaił do krewnych, uśmiechając się z zadowoleniem i zamykając za sobą drzwi.
Swietłana Wiktorowna i Igor Siemionowicz byli po prostu zszokowani zachowaniem swojego zięcia. Ale nie zamierzali się jeszcze poddawać.
„Misza, wpuść nas do mieszkania!” – rozkazała teściowa. „Szybko!”
„Gdzie jest magiczne słowo?” – zapytał przez drzwi. „Dopóki nie powiesz magicznego słowa, nie wpuszczę cię!”
Nastia stała zza rogu korytarza, tuż przy drzwiach ich sypialni, z niedowierzaniem. Nigdy nie wyobrażała sobie, że jej mąż jest zdolny do czegoś takiego. Sama też była trochę przerażona, martwiąc się o konsekwencje tego występu.
„Misza!” – powiedziała Swietłana Wiktorowna, wciąż natarczywie i bezczelnie. „Misza, proszę, wpuść nas do domu!”
Misza otworzył drzwi i spojrzał na swoją teściową i teścia.
„Teraz ty!” powiedział do ojca Nastii. „No dalej, słucham!”
Igor Siemionowicz zaczął niemal zgrzytać zębami ze złości.
— Nie wpuszczę cię, dopóki nie powiesz „proszę”! Chodź, czekam!
„NASTYA!” krzyknął tata. „Uspokój się, mężu, bo ja będę musiał to zrobić! NASTYA!” krzyknął ponownie.
„Jeśli będziesz tak krzyczeć, zostaniesz za drzwiami! Co, znowu przyszedłeś tu szczekać? Jeśli tak, to nie jesteś tu mile widziany!” – powiedział zięć. „No dalej, powiedz „proszę”, albo się odwróć i idź do domu!”
„No, mów już!” – warknęła Swietłana Wiktorowna na męża z niezadowoleniem.
„Misza, proszę, wpuść nas!” warknął tata Anastazji.
„Jesteś taki wytrwały, co?” – zaśmiał się Michaił. „Normalni ludzie dawno by mi powiedzieli, żebym poszedł do diabła, odwrócili się i wyszli! Dobra, wejdźcie!” – zaprosił ich mężczyzna.
Weszli do mieszkania, patrząc krzywo na siebie i na swojego zięcia, który bez żadnego skrępowania wstał i celowo drapał się przez bieliznę, aby zniesmaczyć nieproszonych gości.
Anastazja nagle wyłoniła się zza rogu. Wiedziała doskonale, że coś się wydarzy i, zbierając odwagę, postanowiła działać wyprzedzająco, żeby od razu pokazać rodzicom, gdzie ich miejsce. Ale nie miała czasu.
„Co wy tu robicie?” – zaczęła nagle Swietłana Wiktorowna, niczym wąż czekający na odpowiedni moment do ataku. „Oboje staliście się tak bezczelni, że…”
„Proszę, nie krzycz!” – przerwał jej Michaił. „Nadal jesteś u mnie w domu, więc proszę, bądź bardziej powściągliwa, Swietłano Wiktorowno! I nie bądź taka bezczelna!”
„Co ty właśnie powiedziałeś? Tylko ja mam coś do powiedzenia w tym domu! Jestem tu najstarszy! A wszyscy inni po prostu zamknęli usta i słuchali mnie w milczeniu! Rozumiesz?!”. warknęła, zwracając się do zięcia i córki.
Nastia natychmiast chciała odpowiedzieć tym samym. Ale Michaił wyczuł jej intencje i gestem ręki i głowy dał znać, że czas się poddać.
„Słuchaj, Swietłano Wiktorowno!” – powiedział, wciąż tym spokojnym, boa-boa-głosem. „Czy nie bierzesz na siebie za dużo? Kim ty właściwie jesteś? Przyjechałaś w odwiedziny, głównie do córki i wnuków. Na razie nie powiem nic o sobie!”
„Zamknij się! Nikt przed chwilą nawet z tobą nie rozmawiał, przyjacielu!” – teść próbował uspokoić zięcia.
„Nikt do ciebie przed chwilą nie mówił, Igorze Siemionowiczu! Więc zamknij się i słuchaj mnie uważnie! Inaczej mogę nagle zmienić się z grzecznego i słodkiego zięcia w faceta z ulicy, który naprawdę zaszkodzi twojemu i tak już choremu ciału! Po co tu przyszedłeś? Żeby wszczynać kolejną kłótnię z córką? Czego ty tu w ogóle chcesz? Przychodzisz tu bez zapowiedzi od lat! I każda wizyta kończy się tak samo! Mam tego naprawdę, naprawdę dość! Więc albo się uspokójcie i zachowujcie się jak prawdziwi rodzice, mili i troskliwi, albo wynoście się stąd, oboje, bez przerwy!”
„Ja…” zaczęła teściowa podniesionym głosem.
„Więc jesteś pierwszą osobą, która stąd wychodzi, Swietłano Wiktorowno! Jeśli nie chcesz rozumieć normalnych słów, wynoś się!”
Michał otworzył drzwi i pokazał je swojej teściowej i teściowi.
— Na co czekamy? Na specjalne zaproszenie! Wynoś się stąd, póki jestem grzeczny! I nie pozwól, żebym cię tu więcej widział i słyszał! Bo nie będę już tam miły i gościnny!
“Zapłacisz za swoją bezczelność, smarkaczu!” wychrypiał ojciec Nastii i ruszył w stronę wyjścia z mieszkania.
„Mogę ci odpowiedzieć teraz, ale zebranie cię w przedpokoju zajmie dużo czasu!” – powiedział zięć, już trochę zły. „Wynoś się stąd, ty szumowino, póki jeszcze jestem miły!”
Swietłana Wiktorowna i Igor Siemionowicz wyszli z mieszkania córki i zięcia wściekli jak psy, które od kilku dni nie były karmione. Misza jednak promieniał jak słońce. Spojrzał na żonę i uśmiechnął się.
„Czy jesteś szczęśliwa?” zapytał żonę.
„Dziękuję, Misz!” – powiedziała szczerze Nastya. „Czemu nie zrobiłeś tego wcześniej? Przychodzą do nas od tylu lat, mrożąc mi krew w żyłach przy każdej wizycie!?”
– Wiesz, Nastia, długo o tym myślałam, ale nie mogłam się zdecydować. Bałam się, że też się o to pokłócimy. Myślałam, że będziesz na mnie zła, jeśli tak potraktuję twoich rodziców!
— Powiedziałbym po prostu „dziękuję”! Tak jak teraz!
Podeszła do męża i przytuliła go.
„Co o tym myślisz?” zapytała Nastya. „Czy odważą się do nas wrócić po tym wszystkim?”
„Nie sądzę. Jestem pewien, że już się do nas nie zbliżą!” – mąż uśmiechnął się tajemniczo.
– Dlaczego tak jest?
„Jak mam ci powiedzieć…?! To całkiem proste, myślę, że zdali sobie sprawę, że jestem bardziej niebezpiecznym stworzeniem niż oni… I że wyczerpię całą ich energię znacznie szybciej…”
Nastya odsunęła się nieco od męża i spojrzała w jego zadowolone oczy.
– Więc jesteś taki sam jak oni?
„Nie, kochanie, ja jestem o wiele gorszy!” – odpowiedział Misza. „A ja, w przeciwieństwie do nich, żywię się tylko ludźmi takimi jak twoi rodzice. Słabszych nie dotykam…”