Sprawa śmiertelnego wypadku w Bardzie na Dolnym Śląsku przybrała nieoczekiwany obrót. Mężczyzna podejrzany o spowodowanie tragedii zmarł we wtorek w kłodzkim szpitalu. Śledczy zapowiadają umorzenie postępowania i czekają już tylko na wyniki sekcji zwłok.
Nagła śmierć podejrzanego
Kierowca, który 10 czerwca uczestniczył w wypadku, zmarł we wtorek rano. Jak podaje „Fakt”, 52-latek poczuł się źle i trafił do szpitala neurologicznego w Kłodzku. Zgon potwierdził rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
„Potwierdzam, że 52-latek zmarł w szpitalu neurologicznym w Kłodzku. Przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana, wykaże ją sekcja zwłok” — przekazał prokurator Mariusz Pindera dla „Gazety Wrocławskiej”.
Wcześniej, gdy stan mężczyzny się poprawił, został on wypuszczony do domu. Przebywał tam aż do wtorkowego poranka 16 czerwca, kiedy konieczna okazała się pilna hospitalizacja. Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć w szpitalu nie miała bezpośredniego związku z wypadkiem.
Wątek choroby kierowcy
Niemal natychmiast po wypadku w sieci zaczęły krążyć informacje o stanie zdrowia 52-latka, który mógł odegrać kluczową rolę w przebiegu zdarzenia. Przypuszczenia te częściowo potwierdziły ustalenia śledczych. Jak podaje „Fakt”, prokuratura ustaliła, że mężczyzna ze względów zdrowotnych w ogóle nie powinien wsiadać za kierownicę. Według nieoficjalnych doniesień cierpiał na bardzo poważną chorobę, choć ta informacja nie została oficjalnie potwierdzona.
Zaskakująca była reakcja mieszkańców Barda. Wielu z nich, zamiast potępiać kierowcę, stanęło w jego obronie w internecie. Sąsiedzi opisywali go jako dobrego człowieka i podkreślali, że to właśnie jego choroba, a nie brawura czy nieodpowiedzialność, mogła doprowadzić do tragedii.
Tragiczna śmierć Łukasza Litewki. Kierowca chciał odzyskać prawo jazdy, jest decyzja sądu
Czytaj dalej
Do mediów trafiło nazwisko mężczyzny, który zginął w Białej Podlaskiej. Krytykował Putina
Czytaj dalej
Jak doszło do tragedii
Do tragedii doszło 10 czerwca, przed godziną 17, na ulicy Głównej w Bardzie, tuż obok bazyliki. Ojciec z synem przyjechali do miasteczka jako turyści i spacerowali chodnikiem niedaleko wejścia do świątyni.
Według ustaleń śledczych prowadzona przez 52-latka toyota z nieustalonych przyczyn nagle zjechała z jezdni. Auto staranowało słupki oddzielające chodnik i z impetem wjechało w pieszych, przygniatając do muru bazyliki 48-letniego mężczyznę i jego 9-letniego syna.
Najbardziej wstrząsające jest nagranie z monitoringu. Widać na nim, że ojciec w ostatniej chwili próbował odepchnąć syna z toru jazdy auta, jednak nie zdążył. Obaj zginęli na miejscu. Po uderzeniu samochód odbił się od ściany świątyni i zderzył z autem nadjeżdżającym z przeciwka, którego kierowca nie odniósł obrażeń.
Rozwiń
Zarzuty, a teraz umorzenie śledztwa
Bezpośrednio po wypadku sprawca trafił do szpitala w Polanicy-Zdroju, gdzie został przesłuchany. Świdnicka prokuratura przedstawiła mu zarzuty, jednak mężczyzna nie przyznał się do winy. Twierdził, że kompletnie nie pamięta momentu zdarzenia. Sąd nie zdecydował się na zastosowanie tymczasowego aresztu.
Wypadek w Bardze pic.twitter.com/fG3nirv88X
— StopCham (@Stop_Cham) June 13, 2026
Teraz śmierć podejrzanego ostatecznie zamyka drogę do jego osądzenia. Zgodnie z przepisami prawa karnego zgon sprawcy oznacza konieczność zakończenia postępowania.
„W związku ze śmiercią kierowcy śledztwo w sprawie wypadku zostanie umorzone” — przekazali przedstawiciele prokuratury.
Oznacza to, że sprawy nie rozstrzygnie już sąd, a 52-latek nigdy nie usłyszy wyroku za śmierć ojca i syna. Obecnie świdnicka prokuratura czeka już tylko na wyniki sekcji zwłok. Dopiero po otrzymaniu pełnej dokumentacji medycznej akta zostaną formalnie zamknięte.