Etap pierwszy. Nie randka, a rozmowa kwalifikacyjna.
I zaczęła mówić.
Nie o tym, jak minął dzień. Nie o pogodzie. Nie o tym, jak wybrała przepis na kurczaka. Nawet nie zapytała, jak się tam znalazłem.
„Andriej, musimy natychmiast omówić poważne sprawy” – powiedziała Oksana, składając ręce na kolanach. „Jestem w takim wieku, że udawanie romansu jest głupotą”.
Uśmiechnąłem się lekko, próbując złagodzić swój ton.
— Moim zdaniem romans nie jest najgorszą rzeczą w żadnym wieku.
Ona nie odwzajemniła uśmiechu.
„Nie o tym mówię. Mam czterdzieści siedem lat. Ty czterdzieści dziewięć. Mieliśmy rozwody, dzieci i doświadczenie. Więc chcę wiedzieć, na co mogę liczyć”.
To sformułowanie brzmiało dziwnie. Nie „czego oboje chcemy”, nie „jak wyobrażamy sobie nasz związek”, ale raczej „na co mogę liczyć”.
Postawiłem butelkę wina bardziej równomiernie, chociaż i tak stała dobrze.
„Dobrze” – powiedziałem ostrożnie. „Porozmawiajmy”.
Oksana skinęła głową, jakbym pomyślnie zaliczyła pierwszy punkt kontrolny.
— Mieszkasz sam?
– Tak.
— Czy to twoje mieszkanie?
„Moje. Pozostało mi po rozwodzie. A dokładniej, wykupiłem udziały mojej byłej żony”.
– Hipoteka?
— Już zamknięte.
Po raz pierwszy tego wieczoru nieco się ożywiła.
— Masz samochód?
– Jeść.
— Czy twoja córka jest już dorosła?
— Dwadzieścia dwa. Studiuje, pracuje na pół etatu.
-Pomagasz jej?
– Oczywiście. Ale ona jest niezależna.
Oksana powoli skinęła głową. Nie jak kobieta zainteresowana bliższym poznaniem mnie. Raczej jak ktoś sprawdzający dane w arkuszu kalkulacyjnym.
I nagle poczułem się nieswojo.
Etap drugi. Lista wymagań
„Ja też mam syna” – powiedziała. „Kiryl ma dwadzieścia cztery lata”.
— Mówiłeś mi. Wygląda na to, że interesuje się muzyką?
Oksana skrzywiła się.
— Byłem. Teraz on szuka siebie.
Skinąłem głową w milczeniu. Brzmiało to znajomo. Mój sąsiad „szukał siebie” na kanapie swojej matki od dziesięciu lat.
„On potrzebuje pomocy” – kontynuowała. „Jest utalentowany, ale bardzo wrażliwy. Nie da się go zmusić do pracy gdziekolwiek, nie da się go zmusić do niczego. Nie jest osobą biurową”.
Nadal starałem się być przyjacielski.
— Rozumiem. Młodym ludziom może być trudno podjąć decyzję.
„To nie tylko trudne, Andriej. On potrzebuje dorosłego mężczyzny u boku. Autorytetu. Wsparcia. I finansowego również.”
Teraz przyjrzałem się jej bliżej.
— Finansowe?
— No i jak? Studio kosztuje. Sprzęt kosztuje. Promocja kosztuje. Nie dam rady sama. A jeśli budujemy relację, to musisz zrozumieć: mój syn jest częścią mojego życia.
— Zdecydowanie. Ale jest różnica między „częścią życia” a „finansowaniem studia”.
Lekko zmarszczyła brwi.
— Czy teraz liczysz pieniądze?
— Teraz próbuję zrozumieć, dlaczego na naszym czwartym spotkaniu omawiamy wydatki twojego dorosłego syna.