Odszedł Andrzej Beya-Zaborski, wybitny aktor, reżyser i pedagog, przez niemal cztery dekady związany z Białostockim Teatrem Lalek, a szerokiej publiczności znany jako komendant policji z filmowego cyklu Jacka Bromskiego „U Pana Boga…”. Zmarł w nocy po długiej chorobie. Miał 75 lat.
Andrzej Beya-Zaborski urodził się 7 marca 1951 roku w Wałbrzychu. Był absolwentem Wydziału Sztuki Lalkarskiej PWST w Warszawie, z siedzibą w Białymstoku, i to właśnie z Białymstokiem związał całe swoje zawodowe życie. Od 1978 roku, przez niemal 40 lat, występował na deskach Białostockiego Teatru Lalek jako aktor-lalkarz. Informację o jego odejściu przekazało Radio Białystok.
Blisko cztery dekady na deskach Białostockiego Teatru Lalek
Należał do najwybitniejszych polskich lalkarzy. Wyróżniały go znakomita technika aktorska, wirtuozerska animacja lalek, zwłaszcza pacynek, niezwykła wyobraźnia i odwaga w podejmowaniu nowych wyzwań. W swoim dorobku miał dziesiątki znakomitych kreacji, w tym role Wojaka Szwejka i Pana Fajnackiego.
Spektakle z jego udziałem, takie jak „Polowanie na lisa”, „Leć głosie po rosie”, „Krzywa wieża” czy „Krótki kurs piosenki aktorskiej”, przyniosły białostockiej scenie rozgłos w kraju i za granicą oraz liczne nagrody festiwalowe. Za wkład w rozwój regionalnej kultury w 2008 roku otrzymał odznakę „Za zasługi dla Województwa Podlaskiego”.
Kultowa rola komendanta w cyklu Jacka Bromskiego
Najszersza publiczność zapamiętała go przede wszystkim z roli komendanta policji w filmowym cyklu Jacka Bromskiego „U Pana Boga…”. Wcielał się w nią w kolejnych odsłonach: „U Pana Boga za piecem”, „U Pana Boga w ogródku”, „U Pana Boga za miedzą” oraz „U Pana Boga w Królowym Moście”, gdzie jego bohater nosił nazwisko Henryk Wołkołycki. Za debiutancką rolę w „U Pana Boga za piecem” (1998) został nagrodzony na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za drugoplanową rolę męską.
Grał również w filmach Wojciecha Smarzowskiego, w „Weselu” i „Drogówce”, a także pojawiał się gościnnie w popularnych serialach, między innymi w „Magdzie M.”, „39 i pół”, „Pitbullu” oraz „Ojcu Mateuszu”.
Wizyta Donalda Tuska na planie „Rancza”. Fani podzieleni, reżyser apeluje
Ośmieszony akt łaski i groźby w prokuraturze. Mirosław Oczkoś: nasze państwo przypomina państwo zlepione z puszek po piwie
Pedagog i wychowawca pokoleń lalkarzy
Andrzej Beya-Zaborski realizował się także jako reżyser oraz wieloletni wykładowca na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. Przez lata kształcił młodych adeptów lalkarstwa, dzieląc się z nimi doświadczeniem i otwierając ich na sztukę teatru lalek. Wielu z jego wychowanków wchodzi dziś w skład zespołu BTL.
W jednej z rozmów z „Kurierem Porannym” mówił o tym, co w tym zawodzie cenił najbardziej:
„Dobry aktor zawsze rutynę odsunie na bok. Ona przychodzi wtedy, kiedy człowiek nie traktuje tego zawodu z pasją. (…) A jeśli ten zawód traktuje się jako misję i przygodę (…) to jest dobrze. Dla mnie każdy spektakl to przygoda. Lubię surfować pomiędzy uczuciami moimi a widowni. Nie chcę popaść w rutynę”.