„Jesteś okropną gospodynią domową. Bierz przykład z mojej matki” – oznajmił jej mąż.Lena usiadła zmęczona na stołku, mierząc wzrokiem górę nieumytych naczyń w zlewie. Ledwo zdążyła ugotować obiad, nakarmić dzieci i sprawdzić pracę domową – a teraz trzeba było posprzątać.

Jesteś okropną gospodynią domową. Weź przykład z mojej matki – oznajmił jej mąż.
Lena usiadła zmęczona na stołku, mierząc wzrokiem górę nieumytych naczyń w zlewie. Ledwo zdążyła ugotować obiad, nakarmić dzieci i sprawdzić pracę domową – a teraz trzeba było posprzątać. Nie miała już sił. W głowie szumiało jej od niekończącego się wiru domowych obowiązków, plecy bolały od napięcia. Chciała się położyć i zapaść w głęboki sen, zapomnieć o tym choć na godzinę, odpocząć od nieustannego pośpiechu.

Ale czy matka dwójki dzieci mogłaby sobie pozwolić na taki luksus? Lena wstała z westchnieniem i odkręciła wodę. Znajomymi ruchami zaczęła mydlić talerze, kubki i łyżki. Szum płynącej wody działał uspokajająco, kojąco. Lena nie mogła powstrzymać się od pytania. Dlaczego w ogóle związała się z Andriejem? Wiedziała, że ​​nie jest księciem na białym koniu. Tylko małą szarą myszą z przerośniętym ego. Ale ona go kochała, głupcze. Myślała, że ​​będzie ją nosił w ramionach za jej miłość, dziękował za komfort domu, za dzieci, które urodziła.

Ale stało się odwrotnie. Andriej z każdym rokiem stawał się coraz bardziej ponury i krytyczny. Wszczynał kłótnie o byle co, ciągle z czegoś niezadowolony. Barszcz był za słony, koszula niedoprasowana, dzieciaki hałasowały. I ciągle zawstydzał matkę, mówiąc, że wszystko trzyma w idealnym porządku, gotuje pysznie i zadowala męża. A ty, Lenko, jesteś niekompetentną idiotką, nie chcesz się uczyć, nie doceniasz mnie.

Ile łez wylała do poduszki po takich wyrzutach, ile wątpliwości dręczyło jej duszę – może rzeczywiście była kiepską żoną? Może naprawdę sobie nie radziłam, nie byłam na poziomie? Lena wyrzucała sobie, przeklinając ją najgorszymi z możliwych słów. Starała się jeszcze bardziej, wysilając się, żeby wszystko było w porządku, żeby zadowolić męża. Ale wszystko na próżno – Andriejowi nic nie pasowało, nic nie było idealnie.

Rozległ się trzask zamka – mąż wrócił z pracy. Lena skrzywiła się ze strachu, pospiesznie ocierając mimowolne łzy. Nie powinien widzieć jej takiej zdezorganizowanej i rozczochranej. Jeszcze by ją za to zrugał, nie daj Boże.

Andriej zrzucił buty i poszedł do kuchni. Rzucił niezadowolone spojrzenie na bałagan i skrzywił się.

„Znowu nabałaganiłaś? Len, co ci jest? Nie masz czasu? Siedzisz w domu cały dzień i nawet nie potrafisz posprzątać”.

Serce Leny ścisnęło się z żalu za niesprawiedliwość tego zarzutu. Kiedy on w ogóle zdążył dokończyć kotlety i pokruszyć chleb? Dziś rano wszystko było czyste; sama wszystko wyszorowała. Ale co możesz udowodnić temu despotce?

„Przepraszam, zaraz posprzątam” – mruknęła potulnie, pociągając nosem. Naprawdę miała ochotę mu odgryźć, rzucić mu w twarz jakieś paskudne słowo. „Czy ty w ogóle kiwnąłeś kiedyś palcem w domu?” „A może myślałeś, że się ożenisz i skończysz z wolną niewolnicą?”

Lena jednak się powstrzymała. Milczała, tłumiąc urazę. Wiedziała, że ​​będzie gorzej. Obudzi dzieci swoimi krzykami, a jej nerwy i tak były już zszargane. Lepiej to zignorować, stłumić tę kłótnię w zarodku. Szybko zgarnęła kilka naczyń do zlewu i zaczęła je gorączkowo zmywać.

Andriej tymczasem nie miał zamiaru odpuszczać. Przechadzał się po kuchni, zaglądał do garnków. Demonstracyjnie pociągnął nosem, a potem skrzywił się. „Jak ci się udaje zrobić tak mdłą miksturę ze zwykłych składników? Len, przecież jesteś gospodynią domową!” Czy naprawdę tak trudno ją odpowiednio doprawić, dodać sól i pieprz? To kompletna porażka, a nie posiłek.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *