Rozwód dorosłych

— Rozwiedźmy się!

– Beze mnie będziesz zgubiona, kobieto: bez pieniędzy i bez pracy.

— Zobaczymy.

Walentyna wiedziała, że ​​mąż ją zdradza. Nie zdarzało się to często i nie trwało długo, ale ta sieć kłamstw niczym cierniowa nić przeplatała się przez cały ich związek. Po rozważeniu za i przeciw, wybrała takie życie.

Aleksander poświęcał jej mnóstwo czasu, nie ganił jej za nadwagę i cenił za oszczędne maniery. Co najważniejsze, był dobrym ojcem. Jego dzieci go uwielbiały. Ale były już dorosłe: najstarszy, Konstantin, mieszkał i studiował w innym mieście. Najmłodsza, Kira, również niedawno opuściła gniazdo.

Życie rodzinne się uspokoiło, pełne tradycji i wspólnych zainteresowań. Szkoda było niszczyć takiego kolosa. Przez ostatnie dwa lata Walentyna miała nadzieję, że jej mąż się uspokoi i przestanie romansować.

Ale, jak to bywa w życiu, pozostał w dobrej formie, wysportowany i atrakcyjny. Właściwie wiek mu sprzyjał, dlatego cieszył się popularnością wśród kobiet.

Sama Walentyna wyglądała nieco nijako, ale nie straciła jeszcze swojego uroku. Miała długie, blond włosy i niebieskie oczy. Co prawda, blask w nich nie był już taki jak kiedyś; cały blask się rozproszył. Ale to nie miało znaczenia; jej odbicie w lustrze wciąż było zadowalające.

– Sasza, idź zjeść śniadanie!

– Idę, jagodo! Co tu mamy?

— Jak ci się podoba: gorąca kawa i dwa tosty z jajecznicą.

— To brzmi niesamowicie! A tak przy okazji, zostanę dziś do późna. Nie przegap mnie.

— Co? Kostik i Olesya przyjeżdżają dziś z wizytą.

– Jaka Olesia?

„Dziewczyna twojego syna” – warknęła niecierpliwie Wala.

– Aaaah, cholera, to najpierw sprawdź to. Jeśli wszystko w porządku, spotkamy się później.

– Ach, przypomnij mi, dlaczego się spóźniłeś?

— Dzisiaj jest spotkanie, i to spotkanie biznesowe.

„Czy to nie ma związku z tym, że zatrudniłeś nowego zastępcę? Wysoka blondynka, widziałem ją w biurze.”

„No nie, oczywiście, że nie. Naprawdę mam co robić. Dzięki za śniadanie! Pyszne! Dobra, muszę iść!” Aleksander wstał od stołu, nawet nie dojadając. Mimo że kobieta spędziła pół godziny na przygotowywaniu wszystkiego.

W tym momencie cierpliwość Walentyny się wyczerpała. W tej właśnie chwili, w tej samej sekundzie. Spojrzała na męża i cicho wypowiedziała słowa, które sprawiły, że odchylił się na krześle.

– Sasza, rozwiedziemy się?

– Co, wybaczysz?

– No cóż, naprawdę. Zrobimy wszystko jak należy: bez kłótni i złośliwości.

— Nie rozumiem: chcesz zerwać?

„Tak” – Walentyna spokojnie wzięła widelec i zaczęła jeść śniadanie.

— Co się stało? Nie rozumiem.

— Po prostu… musimy skończyć. Jesteśmy jak sąsiedzi. Cóż, nie ma już miłości, nie! Przyjaźń — może. Zrozumienie — być może. Ale nie miłość! Najlepsze prezenty dla bliskich

— A co z dziećmi?

„Są już dorośli, niedługo będą się denerwować. Więc może powinniśmy się nawzajem torturować?”

„Dobra, uspokój się, omówimy wszystko jutro. To dziwna rozmowa jak na poranek. Idę do pracy”.

Aleksander odszedł, a Walentyna została sama ze swoimi myślami. Czuła się nieswojo. Dwadzieścia dwa lata małżeństwa to nie było coś, co można łatwo zmarnować. Będzie trudno, zwłaszcza gdy będą musieli podzielić się majątkiem, a nawet firmą. W końcu Aleksander zbudował go w trakcie ich małżeństwa. Początkowo Wala mu pomagała, zwłaszcza w księgowości. W końcu to był jej zawód. A co, gdyby znowu znalazła pracę? Od tak dawna nie robiła niczego poważnego. Zbyt długo tkwiła w domu.

Postanowiła przygotować kilka sałatek na wieczór i upiec mięso w piekarniku. Dzieci nie powinny jeszcze wiedzieć, że rodzina wkrótce się rozstanie. Rodzinne wycieczki wakacyjne

Aleksander wrócił do domu dopiero następnego dnia.

„Poranek jest mądrzejszy niż wieczór. Wczoraj celowo cię unikałam. Może naprawdę potrzebujemy od siebie odpocząć? Jesteśmy razem od tylu lat. Chcesz, żebym kupiła ci wycieczkę do cieplejszego klimatu? Możesz pojechać i pobyć sama ze swoimi myślami. Val, nasza rodzina to nie tylko rodzina. To skała. Zrobiliśmy razem tak wiele…”

– A gdzie nocowałeś?

— Nie tam, gdzie myślisz. Byłem u mamy. Możesz zadzwonić i zapytać.

— Rozumiem. Nie wiem, czy jesteś zainteresowany, ale podobała mi się dziewczyna Kosti. Miła, skromna.

– Dobrze. Val, porozmawiajmy o nas.

— No dalej. Ale co z tego? Nasze małżeństwo się skończyło. Chcę, żebyś spakował swoje rzeczy. Zostaw to mieszkanie ze mną. Kup sobie inne; prawdopodobnie nie będę się tym interesował.

— Mówisz poważnie? I jak będziesz żyć?

— Znajdę pracę.

– Nie umiesz nic zrobić.

„Nauczę się” – uśmiechnęła się Walentyna. Była spokojna, wszystkie jej emocje leżały płasko na gładkiej powierzchni. I to bardzo irytowało jej męża.

– Dobrze, wyjdę, ale porozmawiamy za parę tygodni.

Aleksander szybko spakował kilka rzeczy i wyszedł.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Walentyna, było umówienie się na wizytę u fryzjera. Kobiety często zmieniają fryzury po rozstaniu z mężami. To jak rytuał uwalniania gorzkich wspomnień. A może wręcz przeciwnie – przebudzenie do nowego „ja”, pragnienie rozpoczęcia życia od nowa.

Fajna fryzura i nowy kolor włosów pasowały do ​​niej, ale wystarczyła zmiana stylu ubierania się. Poszła na zakupy: kupiła dwa kostiumy kąpielowe, kilka bluzek, buty i nową torebkę.

Oszczędności Walentyny wystarczyły na wygodne życie przez kilka miesięcy, ale musiała zacząć szukać pracy. Po powrocie do domu otworzyła portal z ofertami pracy.

Około dwóch tygodni później w jej domu pojawił się gość – wysoka blondynka z biura ich firmy.

– Dzień dobry, Walentyno.

— Cześć. Co mogę dla ciebie zrobić?

„Jestem Alla, zastępczyni…”, ale kobieta nie zdążyła dokończyć zdania.

„Wiem, kim jesteś. Nie musisz mi tego tłumaczyć. Po co przyszedłeś?”

— No więc tak… Sasza… Aleksander, jak tylko się rozstaliście, od razu zamieszkał ze mną.

– Gratulacje.

– Niezupełnie. Wyprowadził się, a ja tego nie chciałam.

– Pod względem?

„Planowałam mały flirt, małe zauroczenie, a on przyszedł do mnie ze swoimi rzeczami. Czy mogłabyś go zabrać?”

“Co?” Walentyna się zaśmiała.

„No cóż, tak, przepraszam, ale niech wraca do domu. Wydawał mi się takim imponującym, pewnym siebie mężczyzną. A teraz rano nie może znaleźć krawata, każe mi prasować koszule, każe mu gotować śniadanie. I robi to w ściśle określonej kolejności. Kawa musi mieć odpowiednią temperaturę, dwa tosty… A ja nie mam tostera… Krótko mówiąc, zabierzcie go stąd. Mam go dość. A on nie chce odejść.”

„Czego się spodziewałaś po czterdziestopięcioletnim mężczyźnie, inwalidzie socjalnym? Myślałaś, że obudzisz się z bukietem róż na łóżku, a on przyniesie ci śniadanie do łóżka? Nie! Ma też, nawiasem mówiąc, zapalenie błony śluzowej żołądka i częste wzdęcia. Więc bierz go takim, jakim jest. Przepraszam, muszę iść!” Walentyna znów się roześmiała i zatrzasnęła drzwi.

Co za ulga, że ​​jej mąż się wyprowadził. Ona sama nie jadła już śniadań; wręcz nienawidziła porannego zamieszania w kuchni. Kupowała sobie lekki jogurt i w ogóle się tym nie przejmowała. Budziła się i kładła spać, kiedy chciała, i w ogóle odłożyła żelazko. Dość, wyprasowała ubrania.

Po odpisaniu na trzy czy cztery ogłoszenia o pracę postanowiła pójść do kina. Potem wstąpi do kawiarni i zje pyszną kolację. Może nawet kupi sobie kwiaty. Co za cudowna randka!

Ale następnego dnia strumień gości nie ustawał. Tym razem pojawiła się moja teściowa.

“Walko, czyś ty zwariowała?” – kobieta bezczelnie wparowała do korytarza.

– Witam Cię również, Wiero Pawłowno!

– Dlaczego wyrzuciłeś Saszę z domu?

„Nie chodzi o to, że go wyrzucam… po prostu składam pozew o rozwód. Może sobie kupić inne mieszkanie. Nie ma problemów finansowych”.

„On nie może żyć sam, wiesz o tym! Tak go rozpieszczałeś, a teraz wyrzuciłeś go w morze, żeby pływał bez kamizelki ratunkowej”.

– Ma czterdzieści pięć lat, da sobie radę.

„Nie, przyszedł do mnie dziś rano i poprosił, żebym pozwolił mu zostać. Nie wiem, gdzie był wcześniej, ale wrócił do domu strasznie zły i głodny. Wyglądał na dość wyczerpanego”.

„Najwyraźniej jego nowa dziewczyna tak go męczyła, że ​​to nie moja wina” – uśmiechnęła się Walentyna.

„Nawet ci go nie żal? Przez tyle lat cię utrzymywał, pomagał ci wychowywać dzieci. A ty po prostu chcesz go zostawić?”

„Utrzymanie rodziny nie jest supermocą dla mężczyzny. A on wychował własne dzieci, a nie cudze. Nie, Wiero Pawłowno, to już postanowione. Rozwodzimy się. Mam go dość”.

„Jakiś się zmieniłeś. Zmieniłeś fryzurę? Nieźle. Ale żądam, żebyś przyjął z powrotem Sashę. Bez ciebie będzie zgubiony!”

Teściowa kontynuowała moralizatorstwo na temat trudnego losu syna, ale Walentyna miała już dość słuchania jej wywodów i szybko pożegnała się z irytującą muchą.

Może jeszcze znajdzie czas, żeby pójść do kina? Przecież spędziła wieczór tak, jak chciała. Przed nią była rozmowa z dziećmi i trudne postępowanie rozwodowe. Ale się nie bała.

Miesiąc później znalazła pracę jako księgowa w małej firmie budowlanej. Pensja nie była wysoka, ale zespół był bardzo dobry. Przez cały rok cieszyła się życiem singielki, a potem zaczęła się z kimś spotykać. Miała mnóstwo adoratorów. Okazuje się, że nawet w tym wieku można mieć ciekawe życie.

Zdecydowała się na bruneta, rozwodnika. Nie lubił śniadań i korzystał z pralni chemicznej, więc Valentina nie musiała już prasować mu koszul. Nie spieszyła się też, żeby się do niego wprowadzić. Życie nabrało już nowego znaczenia.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *